sobota, 30 grudnia 2017

Nadchodzi Nowy...

Dobrze, że już mija ten rok.
Pracy dużo, ludzi mało, kasy tyle, co kot napłakał... Nie był to dobry rok, więc pożegnanie go przynosi ulgę i zadowolenie, że wreszcie ma się go za sobą.

Oby coś w nadchodzącym Nowym Roku się zmieniło na lepsze! Każdy się łudzi, że Nowe niesie ze sobą zmiany na plus, te wyczekiwane w Starym, które nie nadeszły.
Nowe jest nieskażone, Nowe jest czyste, Nowe dopiero się zapisze, więc każdy się łudzi i pokłada wielkie nadzieje.
Wszyscy chcą, by zapisało się jak najlepiej, by zmiany, których nie doczekali się w Starym urzeczywistniły się i stały się realne.
Chcą zmian, które sprawiłyby normalność. Zmian, które ustabilizują napiętą i chaotyczną niezmienną póki co i "chorą" sytuację.
Chcą zmian, które pozwolą im godnie i spokojnie żyć.
Chcą zmian dzięki którym będą mogli bez strachu i obaw patrzeć w przyszłość.
Pokładane nadzieje i oczekiwania są wielkie, to one sprawiają, że nie poddają się!
Co przyniesie Nowy?
Tego wszyscy się dowiemy pod koniec jego kadencji!
A póki co cieszmy się, że Stare odchodzi a Nowe nadchodzi!

czwartek, 28 grudnia 2017

Zmiany? Jakie zmiany???...


Ludzie, którzy zarządzają firmą nie są zainteresowani poprawą warunków pracy swoim pracownikom. Dużo deklarują, pięknie ubierają w słowa swoje "zaangażowanie" w zmiany a zmian jak nie było tak nie ma i nie sądzę by były.
Jedynie, kto w tej firmie walczy jeszcze o poprawę warunków pracy to listonosze, ludzie z ekspedycji i asystenci bo oni nie mają nic do stracenia.
Niby naczelnicy, kierownicy, kontrolerzy rozumieją niezadowolenie jakie wyczuwa się wśród załogi ale nikt z nich nie stanie ramię w ramię z nimi i nie zaprotestuje przeciw bajzlowi jaki panuje w Poczcie Polskiej.
Za dużo mają do stracenia, szczególnie dotyczy to naczelników i kierowników. Zza biurka łatwo rozporządzać innymi, choć często ni jak owe rozporządzenia mają coś wspólnego z rzeczywistymi faktami.
To nie naczelnik ani kierownik dostaje dodatkowe rejony do wyniesienia, to nie oni muszą walczyć z ogromna ilością listów, to nie oni muszą dzielić listy, wpisywać etc. A więc, jeśli sami nie doświadczają tego, co jest naprawdę, to decyzje jakie podejmują są po prostu bezsensu.
Rejony z obciążeniem 120-150 i dodatkowo pół rejonu rozbiórki bo nie ma ludzi...
I nie interesuje ich, że jest to niewykonalne, najważniejsze dla nich, że naniesiono na papier informacje, kto co ma zrobić, bo w tym momencie są kryci. Jak nie będzie wykonane, to wiadomo, kto za to beknie i na pewno nie będą to oni.
Podaje się często tam wyżej nieprawdziwe dane, aby ludzie z Rs'u nie doczepili się...(chciałoby się napisać jakie są owe dane ale nie mogę niestety ich podać).
Często na zadawane pytania ze strony pracowników na temat pieniędzy, rozbiórek, braku rąk do pracy i zawsze słyszy się wymówki typu:
 - "nie ma skąd wziąć dodatkowych pieniędzy", "za rozbiórki nie ma pieniędzy", "nie mogę dać nadgodzin, bo pan dyrektor z RS nic nie przydzielił", "wy wciąż i wciąż o pieniądzach, jakby nie było innych spraw", "nie ma ludzi, musicie sobie radzić"...
Taki ogrom pracy wykonywać w tak małym nakładzie ludzi za "psie" pieniądze to jakaś paranoja. I oni potem wielce zdziwieni są, że ludzie zaczynają się buntować i dopominać o dodatkowe pieniądze..
Z początku była nadzieja, że to się zmieni, że taki stan długo trwać nie może. Gdy zorientowano się, że przedłuża się beznadzieja, że nic nie idzie w kierunku, by naprawiać chory system jaki panuje w firmie, zaczęto walczyć z tym (protesty, rozmowy z przełożonymi o niezadowoleniu, zaniechaniu wykonywania dodatkowych obowiązków przez niektórych pracowników...). Teraz nadszedł moment, kiedy klapki opadły z oczu, kiedy uświadomiono sobie, że cokolwiek by nie zrobiono, nic się nie zmieni.To ważny moment, kiedy nareszcie człowiek przestaje się oszukiwać, przestaje tłumaczyć sobie i przekonywać siebie, że to tylko przejściowe.
Przyjść do pracy, zrobić tyle ile się da radę zrobić w osiem godzin, wrócić na urząd, rozliczyć się i iść do domu. Nie przejmować się niczym i nie wykazywać się.
To najrozsądniejsze co można zrobić w takiej sytuacji. Nie popadać ze skrajności w skrajność, nie złościć się, nie stresować bo i tak nie ma się na nic wpływu w tej firmie.
Góra dba o własne tyłki, przełożeni również widzą tylko swój czubek nosa, więc trzeba to samo zacząć robić.







sobota, 23 grudnia 2017

Coś kosztem czegoś...

Długo nie pisałam bo brak czasu i zmęczenie wzięło górę i nie byłam w stanie po powrocie z pracy cokolwiek jeszcze robić w domciu a już tym bardziej na blogu.
Jaki był ten okres przedświąteczny?
Ciężki!
Bardzo dużo przesyłek przychodziło na urząd. Klienci z roku na rok coraz więcej zamawiają przez internet. Chiny to już totalnie zwariowały, tanio i bezpłatnie więc strumieniami stamtąd płynęły przesyłki.

W grudniu trzeba było zastanowić się co jest priorytetem? Czy listy nadawane przez sądy, urzędy, gminy Czy też przesyłki, które klienci zamówili, by mieć prezenty pod choinką?
Z braku rąk do pracy trzeba było wyznaczyć co jest ważne a co musi odczekać.
Przesyłki "choinkowe" stały się uprzywilejowane, ile się udało, tyle doręczyliśmy ku wielkiemu zadowoleniu klientów.
Mimo szczerych chęci nie udało się niestety wszystkiego wynieść z urzędu.
Część z tych co miała pozostać została awizowana, to był jedyny sposób, by klient nawet w tej formie otrzymał swoją przesyłkę.
Niezadowolenie ich miało w tym przypadku uzasadnienie ale chcieliśmy, by otrzymali to na co czekali.
Dwa ostatnie dni naczelnik z kierownikiem i ludźmi z ekspedycji przeglądali przesyłki i tam gdzie były numery telefonów dzwonili informując, że listonosz nie zdąży doręczyć owej przesyłki i czy dana osoba jest zainteresowana przyjściem na urząd, by odebrać paczuszkę czy może poczekać i po świętach zostanie doręczona.
Ku wielkiemu zaskoczeniu, ludzie po drugiej stronie słuchawki, rozumiejąc sytuację, byli zadowoleni z tej formy informacji i wyrażali zgodę na przybycie do urzędu.
Nie mając wsparcia z "góry" musieliśmy sobie sami poradzić i zrobić wszystko, by wyznaczony cel zrealizować. 

I udało się a to, że było to kosztem innych listów, no niestety coś za coś!

niedziela, 22 października 2017

sobota, 21 października 2017

Skargi...

Skargi płyną strumieniami, ludzie niezadowoleni z usług bo i jak mają być zadowoleni skoro przesyłki nie dochodzą na czas. Awiza są wrzucane, choć domownicy są w domach i potem przymusowe przybycie do placówki pocztowej, by tam odstać w kolejce i odebrać co swoje.
Ludzie ciskają się, składają reklamacje i czekają na poprawę. Na poprawę czekają również pracownicy PP.
Listonoszy ci u nas jak na lekarstwo, bo zwolnienia lekarskie długotrwałe, bo urlopy, bo zwolnienia z pracy...
Od czasu do czasu organizowane są dni otwarte w PP, by chętni przybyli, zobaczyli i się zatrudnili a i na wabika gadżetami się ich mami (długopisik firmowy, torebeczka topowa z napisem: "Idę na Pocztę"). Wabik działa, ludzik jeden z drugim zatrudnia się. Organizatorzy ogłaszają sukces.
Nowo zatrudniony przychodzi do przydzielonej placówki, pełen chęci, zaangażowania, szczęśliwy, że złapał "Pana Boga" za nogi.
Euforia u takiego delikwenta trwa w okresie nauczania, kiedy przychodzi moment, że zostaje odcięty od "pępowiny" i samodzielnie musi zacząć działać, wtedy zmienia mu się nastawienie.
Nie jest w stanie podźwignąć ogromu pracy, jaki przed nim wytycza przypisany rejon. Rezygnuje, woli za takie pieniądze jakie oferuje PP znaleźć inną, lżejszą pracę.
I tak się dzieje z każdym nowo zatrudnionym pracownikiem. Na dziesięciu zatrudnionych został się jeden, który póki co trwa.
"Starzy" pracownicy muszą robić swoje rejony plus te nieobsadzone. Im więcej pracy, im więcej listów do wyniesienia, tym mniejsze przykładanie się do dokładnego doręczenia przesyłek,szczególnie w rejonach rozbiórkowych.
Zmęczenie to pierwsza przyczyna, siły jakimi dysponuje listonosz mają swoja granicę. Po obsłużeniu dziesięciu bloków, dwunastu firm, dziesięciu domków prywatnych nie myśli się już o niczym innym jak tylko o powrocie na swój urząd, rozliczeniu się i pójściu do domu odpocząć nareszcie. Jednak tego zrobić nie można bo rozbiórka jeszcze czeka. A czasu coraz mniej (to kolejna przyczyna) i ta świadomość, że za nadgodziny nie będzie zapłacone.
Robi się dodatkowy rejon na odczep w imię zasady: "Jaka płaca, taka praca". Najważniejsze aby "wypchnąć" jak najwięcej listów a to, że w formie awizacji, niestety w tak okrojonym składzie innej opcji póki co nie ma.
Skargi kierowane są na tych, co mają najbliższy kontakt z klientem ale czy to oni są winni temu, co dzieje się w firmie? Czy to oni podjęli takie decyzje, które doprowadziły do braku personelu?
Brak pracowników to brak rzetelnej obsługi, to brak dotrzymywania terminowości... i nie ma się co łudzić, że będzie lepiej, jeśli decyzyjni nie zmienią strategi i nadal będą mieli węża w kieszeni i łudzili się, że w okrojonym składzie firma będzie się wywiązywała z umów.
Jest tragicznie w Poczcie Polskiej i dziw bierze, że to wszystko jeszcze się nie ...